KOBIETY KŚIĘZA? TAK!header

Responsive image

WEJŚCIE

POWODÓW

PAPIEŻ?!

DEBATA

MENU

Nederlands/Vlaams Deutsch Francais English language Spanish language Portuguese language Catalan Chinese Czech Malayalam Finnish Igbo
Japanese Korean Romanian Malay language Norwegian Swedish Polish Swahili Chichewa Tagalog Urdu
------------------------------------------------------------------------------------
DOPATRYWANIE SIĘ GRZECHU TAM, GDZIE GO NIE MA

DOPATRYWANIE SIĘ GRZECHU TAM, GDZIE GO NIE MA.



Elizabeth Price

Dedykacja

Kiedy w 1956 roku byłam uczennicą pielęgniarstwa w Middlesex Hospital, spotkałam pacjentkę-katoliczkę z rzadkim konfliktem krwi z mężem. Doprowadziło to do sześciu poronień w piątym miesiącu ciąży. Skutki dla jej zdrowia fizycznego i psychicznego były straszliwe. Jej spowiednik zabronił jej poddania się sterylizacji lub stosowania środków antykoncepcyjnych i radził, by żyła z mężem jak siostra z bratem. „Ależ jestem jego żoną, a nie siostrą” – odpowiedziała kobieta. Było to stwierdzenie głębokiej i całkowicie ignorowanej prawdy teologicznej.

Dedykuję tę pracę pacjentce, która tak bohatersko łączyła życie małżeńskie z posłuszeństwem wobec wymagań swojej wiary.

Rozdział I: oskarżenie

„Kościół zawsze nauczał, że antykoncepcja jest wewnętrznie zła, tj. zły jest każdy intencjonalnie ubezpłodniony akt małżeński. To nauczanie jest ostateczne i nie podlega zmianie. Antykoncepcja jest przeciwna małżeńskiej czystości, dobru przekazywania życia (rozrodczemu aspektowi małżeństwa) i wzajemnym dawaniu siebie małżonków (jednoczący aspekt małżeństwa); szkodzi prawdziwej miłości i zaprzecza nadrzędnej roli Boga w przekazywaniu ludzkiego życia.

Głęboko odmienne od praktyki antykoncepcji jest jednak zachowanie małżonków, którzy – zawsze pozostając zasadniczo otwarci na dar życia - współżyją intymnie tylko w okresach bezpłodnych, jeśli wiedzie ich do tego poważny wzgląd na odpowiedzialne rodzicielstwo. Jest to prawdą zarówno z antropologicznego, jak i moralnego punktu widzenia, ponieważ jest to zakorzenione w innym pojęciu osoby i seksualności.

Świadectwa małżonków, którzy przez lata żyli w harmonii z planem Stwórcy i którzy z odpowiednio poważnych powodów używają metody słusznie nazywanej „naturalną”, potwierdzają, że małżonkowie mogą dochować wymogów czystości oraz małżeńskiego pożycia za obopólną zgodą i pełnym oddaniem. [PRZEKŁAD WŁASNY. M.K.]

Morality of Conjugal Life, Handbook for Confessors, 12 Feb 1997

(Moralność pożycia małżeńskiego, podręcznik dla spowiedników, 12 luty 1997) Żadne inne wyznanie chrześcijańskie nie naucza już, że antykoncepcja jest wewnętrznie zła. Jeśli mamy wierzyć statystyce, nie zgadza się z tym również 80% katolików, albo w teorii, albo w praktyce. Musi to podważać zarówno autorytet papieża, jak i wiarygodność Rzymskiego Kościoła Katolickiego, kiedy mówi on o sprawach związanych z małżeństwem i rodziną. Ponadto oskarżenie o ciężki grzech, o obrazę samego Boga, popełniany przez większość par małżeńskich w ich płodnych latach, odciska piętno winy na najbardziej intymnym wyrazie ich miłości.

Wstęp

W odpowiedzi na te oskarżenia piszę tę pracę jako list otwarty do hierarchii kościelnej Anglii, Walii i Szkocji. Co więcej, Paweł VI powiedział w Humanae Vitae (HV) w odpowiedzi na stwierdzenia Papieskiej Komisji do spraw kontroli urodzin:

[...] przedłożono pewne środki i metody (viae rationesque) rozwiązania zagadnienia, niezgodne (discedentes) z moralną nauką o małżeństwie, głoszoną z niezmienną stanowczością przez Nauczycielski Urząd Kościoła. (Encyklika O Życiu Ludzkim, Veritas, Londyn 1968, s. 7).

Nigdy jednak nie zbadano dogłębnie rozumienia spraw płciowych przez Nauczycielski Urząd Kościoła, które leży u podstaw tego niezmiennego nauczania (że antykoncepcja jest wewnętrznie zła). Zdaję sobie sprawę, że próbując tego dociekać, kwestionuję jedną z najbardziej fundamentalnych doktryn Kościoła, tj., że papiestwo ma unikatowe zrozumienie dobra i zła, nie zawierzone zwykłym wiernym. Istotnie, jak wykażę to później, uważa się, że zwykli wierni są szczególnie skłonni do niewłaściwego rozumienia spraw seksualnych z powodu żądz i pasji wynikających z Upadku. Niemniej jednak Sprawiedliwość i Prawda przekraczają te struktury. Lojalność wobec nich wymaga, by każdy, kto sądzi, że widzi niesprawiedliwość, przemówił i został wysłuchany przez odpowiednie władze. Zbycie mówcy na podstawie tego, że zajmuje podrzędną pozycję w Kościele, ci zaś, którzy próbują osiągnąć sprawiedliwe rozwiązanie, zajmują wysokie pozycje, jest trawestacją sprawiedliwości, która nie byłaby tolerowana w angielskich sądach. O ile bardziej nie powinna być tolerowana w Kościele, gdzie omawiane sprawy dotyczą duchowego spokoju i wiecznego życia.

Moja apelacja opiera się na czterech podstawach:

  1. Nauczanie św. Augustyna i św. Tomasza z Akwinu, na których teologii opierają się wszystkie pisma papieskie po tym, jak sztuczna antykoncepcja stała się problemem w latach trzydziestych.

Punkty trzy i cztery sugerują, że antykoncepcja jest możliwym wyborem.

Mam nadzieję, że zostanę osądzona jako człowiek lojalny wobec Prawdy i Powołania Małżeńskiego, których teologia – mam nadzieję – będzie zreformowana.

Nauczanie św. Augustyna

Do dnia dzisiejszego Nauczycielski Urząd Kościoła nigdy nie rozważał sytuacji małżonków w kategoriach częstotliwości stosunków płciowych na tydzień, szczególnie w czasie wczesnych, płodnych lat małżeństwa. Para małżeńska wspólnie daje wyraz swojemu związkowi przez rozkosz umysłu, duszy i ciała. Ani mniej, ani więcej. Dlaczego ten podstawowy fakt nie odgrywa żadnej roli w myśleniu Nauczycielskiego Urzędu Kościoła? Tragiczną odpowiedzią jest to, że uważa się św. Augustyna za jednego z największych kiedykolwiek żyjących teologów, a to on właśnie napisał teologię małżeństwa, która w głównych zarysach jest podstawą tradycyjnego nauczania do dnia dzisiejszego.

Kościół czci Augustyna jako jednego z największych teologów. Jego prace były opoką w uczeniu teologii. Niestety (dla małżonków) był on cudzołożnikiem i jego rozumienie ludzkiej płciowości ma potężną skazę. Postrzegał magnetyzm między mężem a żoną, który jest podstawą związku małżeńskiego, jako pociąg żądzy powodujący, że nadużywają fizycznej „przyjemności” danej aktowi dla dobra gatunku. Zamiast zrozumieć, ze wypacza prawdę z powodu własnego pełnego winy doświadczenia indywidualnego grzechu śmiertelnego, sądził, że jest to powszechny błąd grzechu pierworodnego.

W dziele Małżeństwo i pożądanie (Marriage and Concupiscence) Augustyn utrzymuje, że: ponieważ Adam i Ewa przykryli swoje genitalia listkami figowymi, ponieważ ludzie nie odbywają stosunków płciowych publicznie, to najwyraźniej grzech pierworodny uderzył najmocniej w nasze genitalia:

[...] wielką rolą człowieka jest prokreacja, członki zaś, które bezpośrednio zostały ku temu celowi stworzone, nie chcą słuchać poleceń woli, ale trzeba czekać na żądzę, by wprawiła je w ruch, jak gdyby miała nad nimi prawo panowania, a czasami odmawiają działania, kiedy chce tego umysł, podczas gdy często działają wbrew jego woli! Czyż nie przynosi to wstydu wolności ludzkiej woli, że przez wzgardzenie Bogiem, Panem swoim, zatraciła panowanie nad swymi własnymi członkami? (On Marriage and Concupiscence, roz. 7) [PRZEKŁAD WŁASNY].

Koncepcja, że to szczególnie męskie narządy płciowe rasy ludzkiej zostały porażone (w znaczeniu całego męskiego życia dorosłego, tak w małżeństwie, jak i poza nim), że jest to walka przeciwko nieposłusznym erekcjom prowadzącym do żądzy, jest podstawą myślenia Nauczycielskiego Urzędu Kościoła. Jan Paweł II może identyfikować się z Augustynem, nie przez doświadczenie cudzołóstwa, ale z powodu problemów stwarzanych przez małżeńską naturę dorosłego ciała męskiego, kiedy zdrowy młody mężczyzna żyje w celibacie. Jest to wyraźnie widoczne w pracy Karola Wojtyły Miłość i odpowiedzialność w rozdziale zatytułowanym Metafizyka wstydu.

Jego przekonanie, że małżeńska czystość (abstynencja) to sposób na przezwyciężenie „szkód uczynionych ludzkiej płciowości” przez grzech pierworodny, powtarza się w wielu innych jego wypowiedziach w sprawach seksualnych. Z jego perspektywy naturalne planowanie rodziny może być zalecane, ponieważ wymaga takiej małżeńskiej czystości, podczas gdy środki antykoncepcyjne jedynie wzmagają grzech pierworodny.

Nie tylko Augustyn wierzył, że grzech pierworodny zepsuł i zmienił ludzką płciowość. Jego poglądy są zgodne z pismami innych wczesnych ojców Kościoła. Dzięki pracy i poświęceniu Johna Wijngaarda, który je tłumaczy, pisma te są teraz publicznie dostępne w Internecie:

A oto inne ważne stwierdzenie św. Augustyna:

Według mego zdania nic tak nie obniża ducha mężczyzny jak kobiece pieszczoty i zetknięcia z nią cielesne, bez czego nie można mieć żony (Soliloquies 1.10 PL 32 878 i powtórzone przez Tomasza z Akwinu (ST 22.151.3, odpowiedź 2;153.2)

Jak powiada Noonanw ksiąźce ‘Contraception’ (Antykoncepcja):

Tomasz jest przesiąknięty doktryną Augustyna. Augustyn jest dla niego nie tylko mistrzem teologicznym. Tomasz, czczony za własna czystość, patrzy na Augustyna jak na człowieka, którego analiza niesie świadectwo doświadczenia.

Contraception, s. 245, 1965 r.

Gdyby Augustyn poprzedził swoje stwierdzenie słowami „w cudzołóstwie” i użył słowa „kochanka” zamiast „żona”, mówiłby prawdę. Przy takim zaś sformułowaniu uczynił przerażający błąd w przekonaniu, że śmiertelny grzech cudzołóstwa jest identyczny z sakramentalnym użyciem stosunku płciowego w małżeństwie. Również w tysiąc lat później Akwinata mimo całej swej mądrości nie dostrzegł różnicy. Zdawał się nie zauważać, że Augustyn w sprawach płciowych był poważnie niezrównoważony.

Augustyn i Akwinata rozwinęli teorię Prawa Naturalnego, opartego na idei, że narządy muszą być używane sprawiedliwie, jak język do mówienia prawdy. Narządy płciowe, nazwane genitaliami, miały być sprawiedliwie używane z intencją prokreacji. Gdyby Augustyn mówił jako żonaty mężczyzna, a nie jako cudzołożnik, nazwałby może organy płciowe małżeńskimi. Mógłby wtedy zauważyć, że pierwotnym, stałym i trwającym całe życie celem organów płciowych jest połączenie męża i żony w jedność, a ich użycie we wcześniejszych latach małżeństwa od czasu do czasu służy prokreacji. Ponieważ Augustyn był cudzołożnikiem, nie widział uczuciowych i duchowych efektów stosunku płciowego dla związku małżeńskiego. A tym właśnie ludzki stosunek płciowy różni się od zwierzęcego. Ponieważ mąż i żona są umysłem i duchem, jak również ciałem, stosunki płciowe zachodzą często w małżeństwie, nie zaś dlatego, że pary ogarnia żądza, będąca wynikiem Upadku. Próba nie dopuszczenia, by pary odbywały stosunki płciowe, jak to czynił Augustyn (jak również jego następcy pod karą popełnienia grzechu, śmiertelnego lub powszedniego), i oskarżanie ich o żądze, gdy jednak te stosunki odbywały, jest jak twierdzę, jedną z największych moralnych niesprawiedliwości, jaka kiedykolwiek zdarzyła się w Kościele; ustępuje tylko niesprawiedliwości uczynionej przez kościelne poglądy w sprawie kobiet (patrz podany odnośnik do Internetu) lub – można by twierdzić, obowiązkowy celibat księży.

Kolejny ważny cytat z św. Augustyna:

Bo czym jest pożywienie dla zdrowia człowieka, tym jest małżeńskie pożycie dla zachowania rodzaju ludzkiego. (Wartości małżeństwa, 18)

Oczywistą implikacją jest to, że ci, których stosunek płciowy (dany dla dobra rodzaju) nie ma prokreacyjnych intencji lub formy, szukają jedynie przyjemności w pełen żądzy i egoistyczny sposób. To oskarżenie przeciwko ludziom stosującym środki antykoncepcyjne pojawi się później.

Niewątpliwie istnieją ludzie, którzy stwierdzą w tym momencie, że Augustyn, Akwinata i inni teolodzy z szacunkiem wypowiadali się o małżeńskiej miłości. Żeby dowieść, iż Akwinata nie widział żadnego związku między jednym a drugim, trudno o lepszy cytat niż następujący:

Nasienie zaś, chociaż jest zbyteczne dla zachowania człowieka, konieczne jest jednak dla rozmnożenia gatunku. Inne zaś rzeczy zbyteczne, jak wydzieliny, mocz, pot i tem podobne, do niczego nie są potrzebne, dlatego tylko wydalenie ich jest dobrem dla człowieka. Co do nasienia zaś, nie chodzi o samo wydalenie go, lecz by zostało wydane w celu zrodzenia, i to jest celem obcowania płciowego. [...] STĄD ZAŚ WYNIKA, ŻE WSZELKIE WYDANIE NASIENIA W TAKI SPOSÓB, BY NIE MOGŁO NASTAPIĆ ZRODZENIE, SPRZECIWIA SIĘ DOBRU CZŁOWIEKA. [...] DLATEGO TEGO RODZAJU GRZECH NAZYWA SIĘ GRZECHEM PRZECIWKO NATURZE. (Summa filozoficzna) (Noonan, s. 245).

Kobieta lub latryna: związek zaś z żadną nawet nie przychodzi mu na myśl. Porównajmy to z rozdziałem zatytułowanym „Płciowy wymiar chrześcijańskiego życia” w książce Vincenta McLaughlina A Priestless People? (Lud bez księży?). Tutaj wreszcie człowiek z osobistym doświadczeniem tak święceń, jak i małżeństwa, który mówi w 1998 roku (s. 93).

Chcemy zaapelować bezpośrednio do naszych księży i biskupów, by zważali na doświadczenie tych par, które prawdziwie się kochają i które potrafiły uwolnić się od negatywnych koncepcji, niewątpliwie zabarwiających katolickie pojęcia płciowości i małżeństwa w relacji do świętości. Stosunek płciowy jest dla nich przeżyciem na najgłębszym poziomie wzajemnej miłości; umożliwia im powiedzenie - w języku wykraczającym poza wszelkie słowa – wszystko, lub niemal wszystko, co czują wzajem dla siebie. Powinniśmy pozwolić na wniknięcie w nasze serca i umysły implikacji powszechnego i bardzo pociągającego, mimo częstego złego użycia, opisu stosunku płciowego jako uprawiania miłości. Idealnie rzecz biorąc, o tym właśnie mówimy, kiedy opisujemy płciową aktywność w małżeństwie: uprawianie miłości, budowanie miłości między partnerami, a następnie, ponieważ nie można kochać innej osoby bez stania się bardziej kochającym człowiekiem – rozszerzania kręgów miłości na świat. W bardzo rzeczywistym sensie możemy powiedzieć, że uprawianie miłości przez parę jest najświętszą rzeczą, jaką mogą zrobić; jest najwspanialszym wyrazem świętości ich związku i otwiera ich na tych, którzy znajdują się na zewnątrz ich wyjątkowego związku, pomagając im kochać innych tak, jak kochają siebie, a wreszcie kochać Boga, który ich stworzył i w którym wszystkie związki znajdują ostateczne spełnienie.

Wystarczy przeczytać „Adoro Te Devote”, by dzielić miłość Akwinaty do Eucharystii. Gdyby był żonatym mężczyzną, on także widziałby stosunek płciowy jako potok miłości, nie zaś jako budzący odrazę wylew płynów cielesnych, które dla Ojców Kościoła były skażone poza wszelką nadzieję bezgrzeszności.

Próbuję przez to powiedzieć, że pozbawione sakramentalnych doświadczeń, dalekie od nieomylności, tradycjonalne nauczanie jest smutne, chore i podejrzane, jest parodią prawdy i przez wieki szkodziło dobru par małżeńskich. Zamiast postrzegania stosunku płciowego jako w pełni nieodłącznej części związku małżeńskiego, był on nazywany zepsutym nośnikiem grzechu pierworodnego, który wolno używać jedynie do celów rozrodczych. Wiemy teraz, że jego bogata miłość przelewa się, żeby dostarczyć emocjonalnego dobra dla tych właśnie dzieci, bez czego wyrosłyby głęboko emocjonalnie okaleczone. Jak pokażę później, jednym z głównych argumentów „dowodzących”, że antykoncepcja jest wewnętrznie zła, jest to, że zawsze była zakazana przez Kościół. Sądzę, że jest niezmiernie istotne ustawienie tego w kontekście koncepcji Augustyna i Akwinaty, iż wyłącznie prokreacja usprawiedliwia stosunek płciowy w małżeństwie. Do połowy piętnastego wieku każdy stosunek, który nie był prokreacyjny w intencji lub w formie uznawano za grzech śmiertelny.

Nie ma lepszego streszczenia tego wszystkiego niż hasło w indeksie książki Noonana Contraception, wyliczające wszystkie typy stosunków płciowych z odnośnikami do stron, gdzie opisane są jako zakazane, a następnie odnośnikami do innych stron, na których pokazuje się, że w stulecia później zostały dozwolone jako niewinne akty małżeńskie. Sądzę, że debata o antykoncepcji prowadzona w tym stuleciu, odzwierciedla bitwę o różne typy stosunku płciowego, które są nieprokreacyjne w intencji czy w formie, prowadzoną we wcześniejszych stuleciach. Na szczęście nie wysuwano przeciw nim argumentu o „niezmiennym nauczaniu Kościoła!”

Przykłady takich „grzechów śmiertelnych w formie” to: stosunek podczas menstruacji, ciąży, w jakiejkolwiek pozycji poza tą, w której mężczyzna jest na górze (sądzono, że inne pozycje utrudniają zapłodnienie). Stosunkiem uznanym za „grzeszny przez intencję” był stosunek dla przyjemności (patrz Noonan, s. 196-7).

Do tej gwałtownej wrogości wobec przyjemności jako celu niektórzy autorzy dołączyli przekonanie, że każda przyjemność odczuwana podczas stosunku płciowego, nawet jeśli był to stosunek w celu rozrodczym, jest grzeszna. To była doktryna Grzegorza I Wielkiego. W dwunastym wieku jego stanowisko surowo zatwierdził Huguccio. Coitus „nigdy nie może być bez grzechu, ponieważ zawsze zdarza się i jest wykonywany z pewną chętka i pewną przyjemnością; w wydzielaniu nasienia mianowicie zawsze jest pewne podniecenie, pewna chętka, pewna przyjemność.” (Summa 2.32.2.1)

Na szczęście w tych czasach jeszcze nie istniał dogmat o papieskiej nieomylności. Sądzę jednak, że słowa cytowane na początku obecnej pracy: „antykoncepcja jest poważnie przeciwstawna małżeńskiej czystości” jest współczesnym wyrażeniem pesymizmu Grzegorza Wielkiego dotyczącego małżeńskiej płciowości, czemu wtórują echem papieże dwudziestego wieku.

Inną formą stosunku płciowego uznanego za grzeszny był taki, którego intencją było „uniknięcie cudzołóstwa”, co pochodzi z niezwykłego wypaczenia przez Augustyna nauczania św. Pawła w Kor 1.7, że ci, którzy nie maja daru wstrzemięźliwości powinni ożenić się, by uniknąć cudzołóstwa – to jest nie powinni zaniechać stosunków płciowych, ażeby nie skusiła ich (do cudzołóstwa) ich niepowściągliwość. Augustyn zostawił następnym pokoleniom teologów dziwny pomysł, że ci, którzy ożenili się dla uniknięcia cudzołóstwa powinni praktykować wstrzemięźliwość ze swoimi żonami, chyba, że kusi ich cudzołóstwo. Jest to odwrócenie nauczania św. Pawła do góry nogami.

Oto przykład tej nadzwyczajnej koncepcji – konieczność uzyskania pozwolenia na stosunek z żoną, jeśli zagraża cudzołóstwo:

W czternastym wieku wprowadzający innowacje dominikański arcybiskup Piotr de Palude (zm. 1342), starannie rozwinął pociągający hipotetyczny przykład. Przypuśćmy, że mężczyzna ma przeprowadzić długą rozmowę na osobności z kobietą, która uprzednio go kusiła: czy nie mógłby najpierw „ostudzić się” (refrigeratus) przez odbycie stosunku płciowego ze swoja żoną? Piotr uznał, że mógłby i wyciągnął uogólniający wniosek, że stosunek dla uniknięcia cudzołóstwa jest dozwolony jeśli – i tylko jeśli – nie ma innego sposobu na uniknięcie cudzołóstwa (Noonan, s. 249)

Obawa, że mąż mógłby popełnić cudzołóstwo była powodem, dla którego sto lat później paryski teolog Martin Le Maistre SJ (1432-1481) argumentował przeciwko uznawaniu za grzeszny stosunku podczas ciąży.

Le Maistre podkreślał skutki starej doktryny na życie małżeńskie par chrześcijańskich; pogląd, że kopulacja dla przyjemności może być śmiertelnym grzechem, jest „sądzę znacznie bardziej niebezpieczne dla ludzkiej moralności”. Przy panowaniu tej doktryny prosty człowiek równie chętnie odbędzie stosunek z jakąkolwiek kobietą, co ze swoją żoną, kiedy odczuwa pociąg przyjemności. Trudności spowodowane przez starą doktrynę są szczególnie uderzające w sytuacji ciąży: „Zapytuję, na jakie niebezpieczeństwa wystawiają oni (moi oponenci) sumienie małżonków, ponieważ w wielu wypadkach żona natychmiast zachodzi w ciążę, a kiedy to się zdarzy, narażają na niebezpieczeństwo śmiertelnego grzechu małżonka dążącego do spełnienia powinności małżeńskiej.o ile nie jest pewne, że czyni to dla uniknięcia cudzołóstwa” (Noonan, s. 309)

Oba te stwierdzenia wykazują poza wszelką wątpliwość, że tradycyjne nauczanie nie akceptowało częstych stosunków płciowych jako części wyrazu kochającego związku męża i żony. Zamiast tego uczono, że stosunek jest wyłącznie aktem prokreacyjnym, którego przyjemność para odczuwała jako grzeszną; stopniowo nauczanie zmieniło się na twierdzenie, że powinno się im pozwolić na stosunek bez kary grzechu, ponieważ są zbyt słabi, by się bez niego obejść.

Przygotowując się do napisania tej apelacji rozmawiałam z biskupami i teologami, kiedy tylko nadarzała się ku temu sposobność. Nie dawniej jak w listopadzie 1999 roku miałam ostatnią taką szansę. Ksiądz-teolog, z którym rozmawiałam, powiedział mi, że tak jak zabójstwo w obronie własnej nie jest grzechem, tak antykoncepcja „dla zachowania małżeństwa” pociąga bardzo mało winy. Czy jest on Paludem lub Le Maistrem dwudziestego wieku? Dyskusja z przyjaciółmi dotycząca jego poglądu doprowadziła do następującego wniosku: Jezus Chrystus zawsze mówił: „Idź i nie grzesz więcej”, nie zaś „Jesteś w takiej sytuacji, że dla ciebie jest w tym w tym bardzo mało winy, rób więc tak dalej”. Był natomiast oburzony na faryzeuszy, którzy narzucali ludziom ciężkie brzemię własnych praw, nazywając je „prawami Boga”. Sądzę, że podobnie jak zakaz stosunku podczas ciąży i wszystkie inne „grzechy” wspomniane wyżej wynikły z ludzkiego błędu Augustyna i stopniowo zostały zamienione na prawowite akty, tak małżeński stosunek płciowy z zastosowaniem środków antykoncepcyjnych musi zostać uznany za SŁUSZNY w pewnych okolicznościach. Co więcej, jest obrazą dla duchowej godności większości ludzi pozwalając im na kontynuowanie grzesznych działań, ponieważ są zbyt słabi, by od tego odstąpić. Sytuacja dziś wygląda tak samo jak kiedy teolodzy mówili naszym przodkom, że coś jest grzechem, podczas gdy grzechem to nie było, co mam nadzieję przekonująco wykazałam.

Ostatni przerażający cytat z Augustyna, w którym odważył się on zmienić słowa Chrystusa i w ten sposób wymazać je do dnia dzisiejszego, jako objawienie o płciowości w małżeństwie – sprawa, o której będę pisać później. W akcie płciowym człowiek staje się tylko ciałem (Kazania 62.2 PL 38.88)

Rozdział 2: Początki zmiany

Jak stwierdzono poprzednio, równolegle do tego anty-seksualnego nauczania głoszono panegiryki o uczuciowej i duchowej miłości między parami, co nazywano „miłością niebiańską" [agape]". Nie miało to żadnego związku ze stosunkiem płciowym. Kiedy Kościół po raz pierwszy połączył stosunek płciowy z miłością? Zdumiewająca odpowiedź brzmi, że stało się to w latach dwudziestych dwudziestego wieku. Uczynił to Dietrich Von Hildebrand, który napisał Marriage, the Mystery of Faithful Love (Małżeństwo, tajemnica wiernej miłości). Wygłosił on wykład w Ulm w Niemczech, czyniąc rozróżnienie między miłością, jako znaczeniem małżeństwa, a prokreacją, jako jego celem. Charakteryzował małżeństwo jako „wspólnota miłości”, która „znajduje swój cel w prokreacji”.

W 1935 roku Herbert Doms napisał Vom Sinn und Zweck der Ehe, co ukazało się po angielsku pod tytułem The Meaning of Marriage (Znaczenie małżeństwa). Doms sugeruje, że moc stosunku płciowego polega na jego zdolności do dawania całkowitego daru z siebie samego. Ponieważ plemnik i jajo nie spotykają się przy każdym stosunku płciowym, pierwszym celem małżeństwa jest jedność małżonków z dwoma ukrytymi celami: ich spełnienia jako osób oraz poczęcia dziecka. Pogląd Domsa nie był po prostu rozwinięciem tradycyjnej doktryny i mógł być interpretowany jako zmiana samego rozumienia małżeństwa przez Kościół. Nic dziwnego, że prace Domsa zostały wycofane z obiegu w początku lat czterdziestych na rozkaz Kongregacji Świętego Oficjum.

Noonan cytuje Domsa mówiąc (s. 497):

W doskonałym akcie, godnym istot ludzkich, dwoje partnerów obejmuje się wzajemnie w intymnej miłości; tj. duchowo oddają się wzajemnie sobie w akcie, który zawiera żywiołowość i radość całej osoby, a nie tylko izolowaną czynność narządów.

Następnie, na stronie 498 Doms mówi coś, co z pewnością powiedziałby św. Augustyn o małżeńskiej płciowości, gdyby miał jego sakramentalne doświadczenie zamiast świętokradczego. Doms śmiało rozwija paralelę z Eucharystią:

Fizyczna jedność w małżeństwie uzupełnia moralne uczestnictwo w życiu małżonka, dokładnie jak fizyczna jedność z Chrystusem w Eucharystii uzupełnia moralną jedność z Chrystusem.

Reakcję Piusa XII na Domsa można znaleźć w przemówieniu do zjazdu Katolickiego Włoskiego Towarzystwa Położnych (29 października 1951: AAS 43 (1951) s. 835-854):

Paragraf 43: „’Wartości osobowe’ i konieczność szanowania tych wartości stanowią temat, który od dwudziestu lat coraz bardziej zajmuje pisarzy. W wielu ich pracach nawet akt specyficznie seksualny ma swoje wyznaczone miejsce, by go wprząc w służbę osobowości małżonków. Właściwe i najgłębsze znaczenie wykonywania prawa małżeńskiego miałoby polegać na tym, że zjednoczenie ciał ma być wyrażeniem i urzeczywistnieniem zjednoczenia osobowego i uczuciowego.

Paragraf 46: Otóż, gdyby ta względna ocena kładła tylko akcent raczej na wartość osoby małżonków niż dziecka, możnaby, ściśle biorąc, zostawić to zagadnienie na uboczu. Ale chodzi tu -–przeciwnie – o poważne wywrócenie porządku wartości i celów wytkniętych przez samego Stwórcę. Znajdujemy się oto w obliczu rozszerzenia pewnego kompleksu idei i uczuć sprzeciwiających się wprost jasności, głębi i powadze myśli chrześcijańskiej.

Paragraf 47: Otóż prawdą jest, że małżeństwo jako instytucja naturalna ma za swój pierwszy i wewnętrzny cel nie wzajemne doskonalenie się małżonków, lecz rodzenie i wychowywanie życia. Inne cele pochodzące także z natury nie znajdują się na równym poziomie z tym pierwszym celem – przeciwnie – są mu w sposób istotny podporządkowane.

Odrzucając koncepcję, że stosunek płciowy ma uczuciowe znaczenie dla pary małżeńskiej, (mówiąc „miałoby"), Pius XII usuwa główne usprawiedliwienie, jakie istnieje dla antykoncepcji. Idzie za nauczaniem Augustyna o pierwszeństwie prokreacji nad wszystkimi innymi celami małżeństwa (Zjazd Położnych, 48). Karci ludzi stosujących środki antykoncepcyjne za samolubne używanie przyjemności danej dla dobra gatunku. Nic dziwnego więc, że z radością naucza pary małżeńskie totalnej abstynencji, mówiąc, że Bóg nagrodzi łaską taki heroizm (s. 41-42). Te trzy cytaty wykazują wyraźniej niż cokolwiek, co czytałam, że papieże mogą mieć błędne osobiste opinie, których nie wolno mylić z nieomylnym nauczaniem.

Najbardziej kształtującym poglądy dokumentem w tym stuleciu była Casti Connubii Piusa XI, napisana w opozycji do niedawno zajętego stanowiska w sprawie antykoncepcji przez Konferencję w Lambeth. Opinia anglikańskich biskupów opierała się na ich osobistym doświadczeniu małżeństwa. Pius XI odpowiedział im tyradą, w której cytował św. Augustyna aż 13 razy. Augustiańskie oskarżenie o żądzę jest głośne i wyraźne w paragrafie 53:

To zbrodnicze nadużycie [antykoncepcję] jedni usprawiedliwiają tym, że ciężar dzieci jest dla nich za przykry i że chcą używać przyjemności, ale bez związanych z nimi obciążeń.

Sprzeciwiam się temu. Moim zdaniem motywem antykoncepcji jest to, by para mogła prowadzić normalne życie płciowe w małżeństwie, kiedy nie powinny im się rodzić dalsze dzieci. Papieże są wychowani na podręcznikach opartych na Augustynie, przekonani przez niego, że pary małżeńskie żyją w nieustannej pokusie nieprzemożnej żądzy, nieświadomi i zaprzeczający, że stosunek płciowy ma uczuciowe znaczenie.- Czy można twierdzić, że papiestwo ma zrozumienie prawdy moralnej niedostępne zwykłym wiernym w sprawach, w których wierni, a nie papieże mają sakramentalne doświadczenie?

Pius XI powiedział także w Casti Connubii:

Nie ma zaś takiego, któryby nie spostrzegł, ile wkradłoby się omyłek i ile błędów zniekształciłoby prawdę, gdyby się badanie sprawy zostawiło poszczególnym jednostkom zdanym tylko na własny rozum, albo gdyby prawdy objawione miały być tłumaczone prywatnymi domysłami. Jeżeli to ma miejsce w wielu innych prawdach z dziedziny moralności, to tym więcej należy uważać, gdy chodzi o prawdy, które dotyczą małżeństwa, gdzie łaknienie rozkoszy może uderzyć w słabą naturę człowieka i łatwo ją zwieść i zepsuć.

Ten akapit cytował Raport mniejszości, do którego odniosę się później, bo jak Pius XI kontynuuje:

Sam bowiem Chrystus Pan ustanowił Kościół nauczycielem prawdy także i w dziedzinie kierownictwa moralnością i w ustanawianiu reguł postępowania, jakkolwiek i sam rozum ludzki do poznania wielu prawd z tej dziedziny dojść może.

Rozdział 3: II Sobór Watykański i Komisja Papieska

  1. Biskupi II Soboru Watykańskiego

Nadal rozważając przesłankę, że „niezmienne nauczanie Kościoła” jest bardziej powodem do zmiany, niż bastionem przeciwko niej, przystępuję teraz do omawiania II Soboru Watykańskiego. Istotne jest pamiętać, że było to wydarzenie demokratyczne; biskupi mogli mówić szczerze bez obawy cenzury. Z tego powodu odrzucono dokumenty Kurii i w ich miejsce pojawiły się strumienie niezmiernie pięknej i ewidentnie głęboko odczuwanej wiary.

Dotyczy to także teologii małżeństwa. Najbardziej zachęcającą częścią tego procesu było całkowite odrzucenie nauczania Augustyna przez diecezjalnych biskupów, którzy wysłuchawszy swych żonatych i zamężnych wiernych, potrafili mówić o małżeństwie ze wzruszającym pięknem wielkiego zrozumienia.

Jednym z nich był biskup de Roo z Wiktorii w Kanadzie (Pope & Pill, s. 32, red. Leo Pyle, Darton, Longman & Todd Ltd, 1968):

„Klasyczna doktryna stwierdza, że intencją małżeństwa jest prokreacja. Nie zapominajmy jednak, że prokreacja wymaga, by rodzice byli autorami czegoś więcej niż życia fizycznego. Muszą być także źródłem miłości dla całej rodziny, fontanną, która nigdy nie wyschnie... Stały wyraz uczucia i przywiązania jest jak sakrament małżeńskiego powołania, ponieważ zarówno wyraża, jak i żywi to powołanie...

Pary małżeńskie mówią nam (moja kursywa), że małżeńska miłość jest najgłebszym duchowym przeżyciem. Daje im najgłębszy wgląd w ich własne istoty, w to, co dla siebie znaczą, we wzajemną komunię ich nierozerwalnego związku... Nie powinniśmy się także wahać przed uznaniem uzdrawiającej wartości małżeńskiej intymności. Jest ona niezbędna dla męża i żony, kiedy są przygnębieni duchem, kiedy jeden z partnerów doświadcza jakiejś wyjątkowej trudności, kiedy życie domowe utraciło spokój, tak niezbędny dla dobra dzieci. Kiedy bowiem mówimy o małżeńskim związku, dotyczy to nie tylko rodziców, ale i dzieci. Chrześcijańska miłość małżeńska przelewa się na dzieci i wszystkie osoby związane z domem. Doświadczenie duszpasterskie potwierdza ten fakt... (moja kursywa). Ten Sobór przyczyni się do zbawienia całej ludzkości mówiąc otwarcie o wartości małżeńskiej miłości...”

Porównajmy to ze słowami kardynała Browne z Kurii (ibid. s. 27):

Miłość przyjaźni (Agape) musi być pierwsza: druga (eros) nie jest zakazana, ale musimy zrozumieć, że w normalnym rozwoju wypadków prowadzi do egoizmu... Miłość małżeńska będzie miłością, jeśli działa w zgodzie z celem Boga

Cóż za kontrast między tym, który nauczył się z podręczników, a tym, który słucha i rozumie ludzi mających sakramentalne doświadczenie! W wyniku tych debat odrzucono dokumenty Kurii zatwierdzające pierwotne i wtórne cele małżeństwa. Związek pary i miłość małżeńską zaakceptowano jako cel stosunku płciowego – a wszystko to w bezpośredniej sprzeczności z „Przemówieniem do położnych” Piusa XII. Mimo największych wysiłków kardynała Ottavianiego dano również małżonkom prawo do decydowania o rozmiarach ich rodzin. To były doniosłe odstępstwa od „niezmiennego nauczania”. Niestety jednak Paweł VI odmówił biskupom prawa dyskutowania o antykoncepcji. Moim zdaniem biskupi zgodzili się na to tylko dlatego, że papież Jan XXIII poprzednio ustanowił komisję do zajęcia się tymi sprawami.

Podstawą takiego stanowiska jest mało znany fakt, który odkryłam czytając książkę Roberta Blaira Kaisera The Encyclical That Never Was (Nieistniejąca Encyklika), a mianowicie, że pod koniec pracy komisji dodano do niej 16 biskupów. Wysłuchali oni przedstawionych dowodów, wśród których były świadectwa par małżeńskich dotyczące trudność ze stosowaniem metody rytmu. Zgodnie z praktyką na II Soborze Watykańskim na koniec biskupi głosowali. Dziewięciu głosowało za tym, że antykoncepcja nie jest wewnętrznie zła; byli to Doepfner, Suenens, Shehan, Lefebvre, Dearden, Dupuy, Mendez, Reuss i Zoa. Trzech wstrzymało się od głosu: Heenan, Gracias i Binz. Tylko przedstawiciele Kurii głosowali za status quo: Ottaviani, Columbo i Morris. Jeden biskup nigdy nie przybył na obrady: Wojtyła (obecny papież Jan Paweł II!). Gdyby całe zgromadzenie biskupów miało prawo głosować na II Soborze Watykańskim, przedstawiciele Kurii zostaliby prawdopodobnie pokonani. Tymczasem większość diecezjalnych biskupów rozjechała się do domów, a Kuria pozostała na miejscu i naciskała na Pawła VI, by napisał katastrofalną encyklikę Humanae Vitae. Posłuszeństwo wobec autorytetu „Boga” i sankcje karne od tego czasu uciszyły biskupów. Niestety, nie istnieje obrona przeciwko teoretykom, którzy nie muszą sprawdzać swoich koncepcji w praktyce.

Podobnie jak o Konferencji Lambeth w 1930 roku, można powiedzieć o komisji papieskiej, że była jak grupa jurorów sądząca swoich żonatych i zamężnych chrześcijańskich bliźnich, którzy stosują środki antykoncepcyjne. Nie było lepiej do tego przygotowanych ludzi: wszyscy byli poważnymi, głęboko wierzącymi katolikami o wysokiej reputacji i wielkim doświadczeniu we wszystkich dziedzinach związanych z małżeństwem. Z początku wszyscy wierzyli, że antykoncepcja jest wewnętrznie zła i wszystkich - jako ludzi dobrej woli - nominowali Jan XXIII i Paweł VI. Jako część mojej obrony ludzi stosujących środków antykoncepcyjnych wzywam każdego, który w tej sprawie wydaje sąd, do przeczytania:

  1. The Encyclical that Never Was Roberta Blaira Kaisera

  2. Love One Another – Psychological Aspects of Natural Family Planning Johna Marshalla

  3. Turning point Roberta McClory w oparciu o dane Patty Crowley

Punktem zwrotnym, od którego pochodzi tytuł trzeciej z wymienionych książek, był dramatyczny moment, kiedy Komisja stwierdziła, że nie może usprawiedliwić potępienia antykoncepcji w oparciu o prawo naturalne.

Kardynał Heenan, który z początku był stanowczym obrońcą poprzedniego nauczania, pod wpływem informacji przedstawionych przez Patty Crowley i Johna Marshalla o trudnościach, jakie powoduje w wielu małżeństwach stosowanie naturalnego planowania rodziny, zdecydował się na powstrzymanie się od głosu.

Po przeczytaniu tych trzech książek uważam, że Humanae Vitae było jednym z najbzrdziej niesprawiedliwych wyroków sądowych tego stulecia. Kto do tego doprowadził?

  1. Teolodzy mniejszości

Byli to czterej wybitni teolodzy: Ojciec John Ford SJ z Katolickiego Uniwersytetu w Waszyngtonie, ojciec Jan Visser C.SS.R z Uniwersytetu Urbana w Rzymie, ojciec Marcelino Zalba SJ z Uniwersytetu Gregoriańskiego w Rzymie i ojciec Stanislaus de Lestapis SJ.

Patty Crowley pisze, że na stwierdzenie ojca Zalby: „A co z tymi milionami, które wysłaliśmy do piekła, jeśli te normy nie obowiązywały?” odpowiedziała: „Ojcze Zalba, czy rzeczywiście ojciec wierzy, że Bóg wykonywał wszystkie wasze rozkazy?” Ta odpowiedź go nie powstrzymała. W raporcie mniejszości przeformułowano pytanie Zalby:

Ogłoszenie, że w antykoncepcji nie ma wewnętrznego zła, musiałoby pociągnąć za sobą przyznanie, że w latach 1930, 1951 i 1958 Duch Święty był z Kościołami protestanckimi i że przez pół wieku Pius XI, Pius XII i ogromna część hierarchii katolickiej nie protestowała przeciwko bardzo poważnemu, zgubnemu dla dusz błędowi. Sugerowałoby to bowiem, że potępiali w sposób najbardziej nieostrożny, pod groźbą wieczystej kary, setki tysięcy ludzkich aktów, które teraz są aprobowane. [Przekład własny M.K.]

Obawiali się, że zmiana nauczania podważyłaby autorytet papieski, ponieważ musieliby przyznać, że Pius XI i Pius XII błądzili. Obawiali się ponadto, że jeśli nie ogłoszą wewnętrznego zła antykoncepcji, otworzy to wrota swobodzie seksualnej, cudzołóstwu, aborcji i rozwodom. Ponadto zdjęcie ze stosunku płciowego rozrodczości jako koniecznego celu, odbierze argumenty przeciwko stosunkom oralnym i analnym, samotnej lub wzajemnej masturbacji i płciowej aktywności homoseksualnej. Orgazm jest dla mężczyzny taki sam, ale czy różnica nie polega na tym, jakiego otworu używa?

Kwestionowali także prawość zamężnych i żonatych członków komisji, którzy zapewniali, że często stosunki płciowe w małżeństwie nie były spowodowane hedonizmem i egoizmem:

To (psychologiczne dobro) można osiągnąć w inny sposób, o czym teoria antykoncepcji nigdy nie mówi – małżeńska miłość jest bowiem nade wszystko duchowa (jeśli jest prawdziwą miłością) i nie wymaga żadnego specjalnego gestu cielesnego, a tym mniej jego powtarzania z określoną częstotliwością. W rezultacie twierdzenie że ów gest cielesny jest powodowany chęcią szczodrego oddania i że nie wchodzi w to hedonizm jest podejrzane. Przecież istnieje intymna miłość drugiej osoby między ojcem a córką, bratem a siostrą, bez potrzeby cielesnych gestów. [Przekład własny M.K.]

Zdumiewa mnie, że ktokolwiek może porównywać miłość małżeńską z miłością rodzicielską czy miłością między rodzeństwem. Pokazuje to jednak, jak mało rozumieli rzeczywistości małżeńskiego życia. Czy byli więc odpowiednimi ludźmi do wydawania sądów o tym życiu?

Gdyby tych uczonych teologów interesowała zmiana nauczania o antykoncepcji, nie zaś podpieranie go za wszelką cenę, przedstawiliby sprawę dokładnie tak jak ja, przy pomocy tych samych cytatów. Zamiast tego zatuszowali wszystkie wypadki, w których „Kościół błądził przez wiele stuleci narzucając bardzo ciężkie brzemię w imię Jezusa Chrystusa” przez „złe (powszednie) użycie małżeństwa bez intencji prokreacji”.

Rozdział 4: Humanae Vitae

Dzięki wkładowi zamężnych i żonatych ludzi w prace komisji papieskiej oraz kontrybucji diecezjalnych biskupów do Gaudium et Spes HV całkowicie odchodzi od poprzedniego nauczania, ponieważ po raz pierwszy przyznaje, zaprzeczając cytowanemu powyżej Piusowi XII, że stosunek płciowy ma jednoczące, jak również rozrodcze znaczenie dla pary małżeńskiej. Mówiąc o naturze miłości małżeńskiej w II 9 Paweł VI powiada, że jest ona ludzka, pełna wierna i wyłączna.

Pod hasłem „ludzka” powiada:

Jest to przede wszystkim miłość na wskroś ludzka, a więc zarazem zmysłowa i duchowa. Toteż nie chodzi tu tylko o zwykły impuls popędu lub uczuć, ale także, a nawet przede wszystkim, o akt wolnej woli, zmierzający do tego, aby miłość ta w radościach i trudach codziennego życia nie tylko trwała, lecz jeszcze wzrastała, tak ażeby małżonkowie stawali się niejako jednym sercem i jedną duszą, i razem osiągali swą ludzką doskonałość.

Gdyby rzeczywiście zrozumiał, co zamężni i żonaci członkowie komisji mówili, dodałby słowa, że to w małżeńskim akcie cielesnej miłości ta jedność serca i duszy znajduje najpełniejszy wyraz.

Podobnie jak Pius XII przyznał, że istnieją momenty w małżeństwie, kiedy można uznać, że para ma obowiązek nie rozmnażać się. Te dwa punkty mogłyby stać się przyczyną by antykocepcja została dozwolona. Niestety, wraz z postępami wiedzy o fizjologii owulacji (tj. odkrycia w 1933 roku „bezpiecznego” okresu) stały się dostępne inne środki zapobiegania poczęciu – a mianowicie powstrzymanie się od stosunków podczas owulacji. Umożliwiło to Kościołowi kontynuowanie embargo na antykoncepcję, ale dozwolenie jakiegoś rodzaju planowania rodziny. Całą leżącą u podłoża HV intencją jest udowodnienie cnoty jednego i występku drugiego, który to argument jest dla przeciętnego laika całkowicie zwodniczy. Nie zadane pytanie brzmi: Czy Kościół ma jakiekolwiek prawo narzucania małżonkom tej cyklicznej abstynencji w oparciu o wiedzę zdobytą w 1933 roku i dlatego nie będącą częścią niezmiennego nauczania Kościoła? Chwali się odpowiedzialne rodzicielstwo jako współpracę z twórczym planem Boga. Jednakże, chociaż komisja nie potrafiła wykazać, dlaczego, Paweł VI stwierdza:

Gdy chodzi o wrodzone popędy i namiętności, to odpowiedzialne rodzicielstwo oznacza konieczność opanowania ich przez wolę i rozum (HV II 10).

Jak gdyby wyrażając pochwałę fizycznej miłości zgodnie ze świadectwem żonatych i zamężnych świadków, nadal przykładał większą wagę do teorii Augustyna. Namiętność musi być opanowywana. Antykoncepcja nie wymaga opanowania – naturalne planowanie rodziny wymaga. Stwierdza on także:

Jest prawdą, że w obydwu wypadkach (tj. naturalnego planowania rodziny i antykoncepcji) małżonkowie przy obopólnej i wyraźnej zgodzie chcą dla słusznych powodów uniknąć przekazywania życia i chcą mieć pewność, że dziecko nie zostanie poczęte. Jednakże trzeba równocześnie przyznać, że tylko w pierwszym wypadku małżonkowie umieją zrezygnować ze współżycia w okresach płodności (ilekroć ze słusznych powodów przekazywanie życia nie jest pożądane); podejmują zaś współżycie małżeńskie w okresach niepłodności po to, aby świadczyć sobie wzajemną miłość i dochować przyrzeczonej wzajemnej wierności (HV II 16).

Paweł VI nie zajmuje się kwestią, co pary mają robić, aby świadczyć sobie wzajemną miłość podczas płodnych okresów, ani tym, że stosunek płciowy jest równie właściwą siłą jednoczącą w tych okresach. Wszystko to zostało mu wyraźnie przekazane w świadectwach przedstawionych Komisji Papieskiej. Żaden sędzia w sądzie nie mógłby, podsumowując sprawę, pominąć tak zasadniczych zeznań. Jego wyrok zostałby w Wielkiej Brytanii uchylony przez sąd wyższej instancji. Taka sprawiedliwość jest osiągalna dla nas, katolików, jeśli jesteśmy przestępcami, lecz nie jeśli uważa się nas za grzeszników!

Wydaje się, że obawy teologów mniejszości przekonały papieża Pawła VI. Troszczył się o to, że antykoncepcja może być nadużywana poza małżeństwem w swobodzie seksualnej i cudzołóstwie, a wręcz może zachęcać do takiego zachowania, jeśli zniknie obawa przed poczęciem. To jednak, że substancja czy przedmiot mogą być nadużywane, nie czyni ich wewnętrznie złymi. A co z alkoholem?

Jest rzeczą smutną, że konserwatywne skrzydło Kościoła za wszystko, co jest złego we współczesnym małżeństwie, wini antykoncepcję, chociaż wszyscy wiedzą, iż problem jest znacznie bardziej złożony. Popierający tę encyklikę opierają się na dwóch podstawach:

  1. Że winą za wysoki wskaźnik rozwodów oraz swobodę seksualną można obarczyć antykoncepcję,

Jan Paweł II

Czy prawdą jest twierdzenie, że żaden papież w historii nie wygłaszał kazań i nie pisał tak obficie jak Jan Paweł II? Skąd bierze się teoria u podstaw jego nauczania? Na temat płciowości jego przewodnik Miłość i odpowiedzialność, oparty na wykładach z katolickiego uniwersytetu w Lublinie z lat 1958-9, wykazuje jego zaabsorbowanie kwestią ludzkiej płciowości i trwałość jego przekonań na długo przed II Soborem Watykańskim. Mam zamiar wykazać tutaj, że jest on, jeśli chodzi o jego teorie, prawdziwym synem Augustyna. Cytuje używane przez Augustyna czasowniki: usi = używać i frui = nosić owoc. Naturalnym celem stosunku płciowego jest przynosić owoc, a samowolne unikanie tego czyni małżonków obiektami wzajemnego „użycia”. Jak wspomniałam wcześniej, niesforna i drapieżna natura męskiego organu, o której Augustyn pisał tak wymownie w Marriage and Concupiscence, (Małżeństwo i pożądanie) pojawia się urzekająco w rozdziale zatytułowanym Metafizyka wstydu. Podpowiada, jak pobożny młodzieniec powinien reagować na horror niechcianej erekcji i unikać złej postawy wobec kobiet, czyniącej je obiektem użycia dla jego niesfornego organu. Jest to w równym stopniu problem wewnątrz małżeństwa, jak i poza małżeństwem. Stosunek płciowy ma na celu prokreację, ale fizyczna przyjemność (dana dla dobra gatunku) zawsze jest pokusą do nadużyć, na co panaceum jest poważnie praktykowana cnota czystości.

Skoro wykluczy się ze stosunku małżeńskiego potencjalny moment rodzicielski, wówczas ipso facto zmienia się wzajemna konfiguracja osób biorących udział w ty stosunku. Ta zmiana konfiguracji idzie od zjednoczenia w miłości do wspólnego, czy raczej obustronnego „używania”. Miłość i odpowiedzialność s. 173

Odnoszący się do tego stwierdzenia przypis 66, powiada: [W POLSKIM WYDANIU NIE MA ŻADNEGO PRZYPISU NR 66]

Rozum dopuszcza tylko jeden pogląd na postawę Stwórcy wobec takiego zachowania. Łatwo ją zdefiniować jako reakcję ojca, który daje dziecku kromkę chleba z dżemem i widzi, że dziecko zlizuje dżem i wyrzuca chleb. Skoro dziecku nie wolno odrzucić tego, co jest niezbędne dla podtrzymania życia, a brać tylko to, co daje przyjemność, o ile mniej takie zachowanie przystoi dorosłym?

[Przekład własny M.K.]

Czyż nie jest prawdziwszym powiedzenie, że związek jest chlebem w małżeństwie, a dzieci okazjonalnym dżemem?

Wcześniej w tekście znajduje się dziwne stwierdzenie:

Wzajemna miłość oblubieńcza domaga się zjednoczenia osób. Czym innym jednak jest samo zjednoczenie osób, a czym innym ich zjednoczenie we współżyciu płciowym. To drugie staje na poziomie osobowym tylko wówczas, kiedy towarzyszy mu w świadomości i woli owo „mogę być matką”, mogę być ojcem”.

Czy nie można powiedzieć zamiast tego, że jedność płciowa nie jest żadną jednością poza sakramentem małżeństwa? Bez zobowiązań małżeńskich jest to akt użycia, w ramach małżeństwa jest to akt miłości, do którego dołączony jest uprzywilejowany owoc dzieci.

W Familiaris Consortio napisanym po wybraniu go na papieża, jego augustyńskie dziedzictwo znowu widać wyraźnie, ale w nowym przebraniu, po uwzględnieniu radykalnej rozbieżności z nauczaniem Augustyna, że stosunek płciowy ma jednoczące znaczenie.

Wymyślił także całkowicie nowy atak na antykoncepcję: nie jest jednocząca.

Kiedy małżonkowie, uciekając się do środków antykoncepcyjnych, oddzielają od siebie dwa znaczenia, które Bóg Stwórca wpisał w naturę mężczyzny i kobiety i w dynamizm ich zjednoczenia płciowego, zajmują postawę „sędziów” zamysłu Bożego i „manipulują” płciowośią ludzką oraz poniżają ją, a wraz z nią osobę własną i współmałżonka, fałszując wartość „całkowitego” daru z siebie. W ten sposób naturalnej mowie”, która wyraża obopólny, całkowity dar małżonków, antykoncepcja narzuca „mowę” obiektywnie sprzeczną, czyli taką, która nie wyraża całkowitego oddania się drugiemu; stąd pochodzi nie tylko czynne odrzucenie otwarcia się na życie, ale również sfałszowanie wewnętrznej prawdy miłości małżeńskiej, powołanej do całkowitego osobowego daru.

To stwierdzenie jest dla mnie dowodem, że celem Jana Pawła II nie jest dostosowanie jego nauczania do faktów, ale dostosowanie „faktów”, by wspierały dziedzictwo nauczania Augustyna.

Gdyby powiedział, że coitus interruptus jest atakiem na „jednoczący” cel stosunku płciowego, miałby rację. Nie ma w tym prawdziwej jedności. Prawdopodobnie wysoce niezadowalająca natura tego aktu stosowanego jako sposób kontroli urodzin zdopingowała wytworzenie antykoncepcji pozwalającej na niemal normalny związek seksualny bez zapłodnienia.

Odrzuca on także uzasadnienie Specjalnej Komisji, że większe zrozumienie psychologii ludzkiej płciowości powinno być przyczyną zdjęcia embarga z antykoncepcji. Zamiast tego wynajduje domniemane psychologiczne przyczyny, dla których antykoncepcja jest zła, tj., że małżonkowie odmawiają czegoś sobie wzajemnie – swojej płodności, i dlatego ich związek nie jest pełen. Lub, żeby użyć własnego wyrażenia Karola Wojtyły: „zlizują dżem, wyrzucając chleb”.

W książce Miłość i odpowiedzialność Jan Paweł II jest czule zezwalający – bezpłodnym wolno mieć stosunki tak często, jak sobie tego życzą:

Mogą też współżyć po małżeńsku nawet pomimo stałej czy okresowej niepłodności (kobiety). Sama bowiem niepłodność nie wyklucza tej postawy wewnętrznej „mogę”, tj. „jestem gotów – jestem gotowa” – przyjąć fakt poczęcia, jeśli ono nastąpi.

Dla tych, którzy z wielu przyczyn powinni pozostać bezdzietni, jest w odróżnieniu od tego surowy:

Kto nie chce skutku, unika przyczyny. Skoro przyczyną poczęcia w znaczeniu biologicznym jest stosunek płciowy małżonków, zatem gdy chcą wykluczyć poczęcie, winni wykluczyć też sam stosunek.

Te dwa stwierdzenia ilustrują, że to nie pojęciowo prokreacyjna forma stosunku jest kryterium prawości. Życie ludzkie jest święte, jak również sposób, w jaki powstaje. Nie chodzi o to, że stosunek płciowy i dzieci są wewnętrznymi częściami małżeństwa. Wydaje się, że dla papiestwa rozpacz bezdzietnej pary jest nieistotna. Medyczna pomoc, jak na przykład zapłodnienie in vitro jest niedozwolona, ponieważ tutaj „grzech” jest odwrotny – prokreacja jest oddzielona od stosunku. Rozpacz pary, która nie powinna począć dziecka, może być równie rzeczywista. Istotnie, żeby pożyczyć własne słowa Jana Pawła II, antykoncepcja „nie jest sama w sobie niezgodna z wewnętrzną gotowością do zaakceptowania poczęcia, jeśli się zdarzy”. Dziedziczna wrodzona anomalia, poważne niebezpieczeństwo dla zdrowia matki, brak zasobów finansowych itd. są czynnikami, których usunięcie może spowodować zachwycone próby poczęcia innego dziecka. Jest także niegodziwie niesprawiedliwą sugestia, że każda korzystająca z antykoncepcji para małżeńska nie ma „wewnętrznej gotowości do zaakceptowania poczęcia, jeśli się zdarzy”, tj. że uciekną się do aborcji, gdyby antykoncepcja zawiodła w większym stopniu, niż mogłyby to zrobić rodziny posługujące się naturalnym planowaniem.

Wiązanie w ten sposób aborcji i antykoncepcji nie wyświadcza przysługi Kościołowi katolickiemu. Aborcja jest zawsze zła – dyskusja toczy się o okoliczności łagodzące. Antykoncepcja zapobiega konieczności aborcji i w tym kontekście jest to zupełnie inny problem niż akceptacja przez zeświecczone społeczeństwo swobody płciowej młodzieży, z antykoncepcją używaną wyłącznie jako środek umożliwiający swobodę. Niestety, dziedzictwo Augustyna uczyniło stosunek płciowy równie złym w małżeństwie, jak i poza nim, z wyjątkiem sytuacji, w których jest prokreacyjny w formie i dlatego pojęciowo „otwarty na życie”. Nie mówi, że stosunek jest wyrazem całożyciowego, wyłącznego seksualnego związku. Jest aktem, jak ciąża, do którego małżonkowie mają niezbywalne prawo, nie dane tym, którzy są samotni, i tego prawa nie może im odbierać żaden moralny autorytet.

Zasadnicze postępy w fizjologicznym rozumieniu ludzkiej płciowości

Drugi i trzeci akapit ataku na użytkowników antykoncepcji, cytowane na początku tej pracy, wychwalają naturalne planowanie rodziny. Wypada więc w tym kontekście spojrzeć bliżej na fizjologię ludzkiej płciowości, tak męskiej, jak i żeńskiej, jak jest ona obecnie rozumiana.

Współczesna fizjologia akceptuje, że przy normalnym zdrowiu męskie organy płciowe funkcjonują jednocząco i rozrodczo przez cały czas. Wytrysk zawsze zawiera plemniki. Do roku 1845 mniej więcej, kiedy odkryto jajniki, sądzono, że plemniki zawierają żywy embrion, homunkulusa. Tak więc antykoncepcja zabijała coś żywego – była formą zabójstwa. Uważano stosunek za prosty zabieg siania nasienia. Jak stwierdzono powyżej, prawo naturalne oparte na używaniu organów dla celów danych przez Boga wymagało, by nasienie zostało zasadzone i wzeszło, a narządy były „genitaliami”.

Do roku 1930, kiedy lepiej zrozumiano cykl owulacyjny, nie było moralnej teologii opartej na organach żeńskich. Od tego czasu otrzymaliśmy całkowicie nowy zestaw reguł. Pierwsza akceptacja, że istnieją okresy w życiu zamężnej kobiety, kiedy nie powinna począć dziecka. W takich okresach, o ile nie jest przygotowana na niewczesną i nieroztropną ciążę, musi mierzyć temperaturę, badać śluz w pochwie i, od niedawna, badać mocz, zanim zdecyduje się na „ jednoczący stosunek”. Następna akceptacja, że Kościół ma prawo stawiać jej takie żądania. Nigdzie nie widziałam dyskusji na ten temat i zaprzeczam temu kategorycznie z następujących fizjologicznych powodów:

  1. Po pierwsze kobieta ma różne organy dla jednoczącej i dla rozrodczej funkcji, z różną odpowiedzialnością za użycie obu. Pochwa jest jej jednoczącym organem. Funkcja pochwy jest małżeńska, jej nadużycia nazywają się rozpusta i cudzołóstwo. Macica jest jej rozrodczym organem. Kiedyś rodziła jak najwięcej dzieci, w nadziei, że kilka z nich dożyje do dorosłego wieku. Wraz z postępem szczepień, antybiotyków, czystej wody, opieki przy porodzie itd. przeżywają na ogół wszystkie niemowlęta. Dzieci na Zachodzie kształci się często aż do ich lat dwudziestych, a rodzicielskie zasoby finansowe są ograniczone. Dlatego też odpowiedzialne użycie macicy oznacza nie posiadanie wszystkich dzieci, które mogłyby się urodzić.

„Świadectwo par małżeńskich, które przez lata żyły w harmonii z planem Stwórcy”. Jakie to dziwne, że ten plan objawił się dopiero jako jedno z odkryć wiedzy o fizjologii w drugiej połowie dwudziestego wieku. Dlaczego Stwórca pozwalał, by ta tajemnica była dotąd ukryta? Czy Jego plan nie był oczywisty od początku przez obserwację męskiego organu i jego tygodniowych potrzeb? Czy to obżarstwo powoduje, że jemy trzy razy dziennie, czy też jesteśmy do tego zaprojektowani? Czy nie narzekalibyśmy, gdyby nam kazano pościć przez trzy dni, a czwartego dnia jeść, gdy tylko będziemy na to mieli ochotę?

Reżim wymagany od płodnych małżonków jest podobny. Abstynencja może być konieczna do ostatnich dziesięciu dni cyklu, a potem stosunki płciowe do woli. Większość stwierdza, że ich płciowość po prostu tak nie funkcjonuje. Fakt, że niektórzy ludzie potrafią się temu podporządkować, wykazuje niezmierną wierność tak a nie inaczej rozumianej przez nich woli Bożej. Tylko ze względu na silną religijną motywację są w stanie znieść tę nienormalną egzystencję. Nierzeczywistość tego widać często w pomocnych radach z ich literatury: „Wyobraź sobie, ze zalecasz się przez połowę miesiąca, a w drugiej połowie przeżywasz miesiąc miodowy”. To jest ucieczka od rzeczywistości. Wyobraźmy sobie męża, który wraca do domu po utracie pracy i jego żonę, której najlepszym sposobem pocieszenia go jest fizyczno-duchowo-emocjonalny akt małżeński. I czy akt miłosny nie jest właściwy dla odtworzenia harmonii po sprzeczce?

Innym argumentem na rzecz naturalnego planowania rodziny jest, że człowiekowi dobrze robi obchodzenie się bez tego, czego pragnie. Nie zaprzeczam temu i często zdarza się to (milcząco) w małżeństwie, kiedy małżonkowie są wrażliwi na wzajemne potrzeby, jeśli jedno jest zmęczone lub źle się czuje. Ta obustronna wrażliwość na potrzeby drugiej osoby jest wyrazem miłości.

Ostatnio Jan Paweł II był nieustępliwy, by nie powiedzieć obsesyjny, w atakach na „kulturę śmierci”. Włącza w to pojęcie nie tylko aborcję i eutanazje, ale także to, co nazywa „mentalnością antykoncepcyjną”. Zdaje się, że stosuje to do wszystkich tych, którzy mają małe rodziny, poza stosującymi naturalne planowanie rodziny. Co więcej, karci Zachód za dostarczanie krajom Trzeciego Świata porad dotyczących antykoncepcji, co widziane jest jako chciwość firm produkujących pigułki antykoncepcyjne (nie pojawia się krytyka żadnych innych dostarczanych przez nich leków, z których zyski finansują badania ratujące życie). Twierdzi on również, że przez nie dopuszczanie ubogich kobiet z Trzeciego Świata do rozmnażania się Zachód oszczędza sobie wydatków niezbędnych dla wykarmienia tak wielu osób. Nie wspomina się natomiast nieszczęsnych brazylijskich katoliczek, które z powodu zakazu stosowania antykoncepcji mają jedno dziecko za drugim z perspektywą wyrzucenia starszych z nich już w wieku dziesięciu lat na ulice, żeby tam żebrały, bo nie mają na ich utrzymanie. Tutaj, na Zachodzie, rodziny ograniczają swoją płodność, by odpowiadała ich budżetowi, w celu dostarczenia właściwej opieki tym dzieciom, na które je stać. I to właśnie jest odpowiedzialne rodzicielstwo.

Ponieważ życie ludzkie jest święte od poczęcia do śmierci, Magisterium Kościoła przyjęło dziwną postawę w sprawie naturalnego planowania rodziny, nazywając świętym samo poczęcie. Jest to tak zwane „otwarcie na życie” – co zwykłymi słowami oznacza, że „przy każdym stosunku para musi ryzykować ciążę”. Nie wolno powstrzymać owulacji, a jeśli podczas stosunku komórka jajowa jest obecna, musi być wystawiona na ryzyko zapłodnienia. To dziwne, że gamety są święte, ale nie małżonkowie.

Rozdział 5: Nowe teologiczne podejście do małżeństwa

Wszystko to można zmienić przez zmianę paradygmatu. Na życie patrzy się w kategoriach jednostek – od poczęcia do śmierci. Powinniśmy to zmienić na cykl życia. Ludzkie życie nie zaczyna się na ziemi wraz z zapłodnionym jajem, zaczyna się z małżeństwem i można powiedzieć, że zaczyna się ponownie z każdym nowym małżeństwem. Jan Paweł II mówi o twórczej ręce Boga wnoszącego nowe życie w małżeństwo. Jezus Chrystus mówił zamiast tego o twórczej ręce Boga łączącej pary. Nie są jedynie przedmiotami w małżeństwie, których potrzeby można ignorować z szacunku dla ich obowiązku rozmnażania się. Są podmiotami, nie zaś przedmiotami związku, współ-kreatorami, a nie pro-kreatorami. Ich ukryte życie jest jak ukryte korzenie drzewa. Te ostatnie są ukryte przez poziomą barierę: poziom gruntu; te pierwsze przez pionową barierę: drzwi sypialni. Ataki na wyrazy małżeńskiej miłości i ograniczanie ich to jak rąbanie korzeni drzewa. Podobnie jak odcinanie korzeni odbiera drzewu wodę, składniki odżywcze i stabilność, tak ataki Kościoła na płciową jedność w małżeństwie odrąbują emocjonalne dobro i jedność w małżeństwie. Antykoncepcja jest koniecznością ze względu na nową potrzebę ograniczenia liczby owoców, które mogą się zrodzić, zależnie od okoliczności.

Jak powiedziałam, „naturalne” planowanie rodziny stało się możliwe dopiero, kiedy odkryto fizjologię owulacji w latach trzydziestych. W świetle teorii Augustyna o żądzy, która dominuje w myśleniu Nauczycielskiego Urzędu Kościoła, jest to zrozumiałe, ale nie wybaczalne. Obraźliwego charakteru tego sposobu myślenia nie rozumieją ci, którzy je propagują, ponieważ nie mieli osobistego sakramentalnego doświadczenia małżeństwa!

Ignorowanie nauki Chrystusa

Sądzę, że olbrzymim błędem Nauczycielskiego Urzędu Kościoła było nie powiązanie wszystkich świadectw przedstawionych przez małżonków o potrzebie częstych stosunków płciowych w małżeństwie z nauką Chrystusa w Mt 19.6. Ta nauka nie tylko dotyczy rozwodów, ale jest także objawieniem, dlaczego małżeństwo jest nierozerwalne oraz jaką role stosunki płciowe odgrywają w tej nierozerwalności. Pamiętajmy, co powiedział Augustyn:

W stosunku płciowym człowiek staje się tylko ciałem. (Kazania 62.2 PL 38.88)

Chrystus nie cytuje Księgi Rodzaju 2.24 mówiąc: „Jest napisane, że...”. Wkłada słowa w usta samego Boga. Zostaliśmy stworzeni jako mężczyzna i kobieta „I rzekł: Dlatego opuści człowiek ojca i matkę i złączy się ze swoją żoną, i będą dwoje w jednym ciele”. Następnie dodaje wniosek ujawniając wpływ stosunku płciowego na małżonków: „A tak już nie są dwoje, lecz jedno ciało”. Przy stosunku w małżeństwie przestają być dwiema odrębnymi jednostkami, ale stają się partnerami w mistycznej całości.

Zwracam się do moich czytelników, by powrócili do stwierdzenia Piusa XII w „Przemówieniu do Położnych” 43: Właściwe i najgłębsze znaczenie wykonywania prawa małżeńskiego „miałoby” polegać na tym, że zjednoczenie ciał ma być wyrażeniem i urzeczywistnieniem zjednoczenia osobowego i uczuciowego Czy nie jest to parafrazą słów Chrystusa? Jeśli tak, to można powiedzieć, że Pius XII zaprzecza nauce Chrystusa. Zaprzeczenie przez teologów mniejszości, że częste stosunki płciowe są niezbędne w małżeństwie, jest kolejnym zaprzeczeniem nauki Chrystusa.

W radości, rozkoszy, bólu, trudnościach czy pojednaniu po gniewie, małżonkowie mają stosunki płciowe, aby być ze sobą. Ich pierwszym, stałym, trwającym całe życie obowiązkiem jest podtrzymanie jedności. Od tego (jak się o tym coraz bardziej przekonujemy) zależy dobro ich dzieci. Mam nadzieje, że przy pomocy wszystkich cytatów wykazałam poza wszelką wątpliwość, że w nauce Kościoła stosunek między małżonkami nie jest zrozumiany, podobnie jak nie są zrozumiane słowa Chrystusa dotyczące małżeństwa. Gdyby było inaczej, nic z tego, co cytowałam, nie zostałoby napisane. Ten nowy atak na małżeństwo w XX wieku – narzucanie abstynencji podczas owulacji płodnym kobietom, które nie powinny mieć dzieci, jest jeszcze jednym pretekstem do tego, co duchowni robili przez wieki: „rozłączyć (fizycznie) to, co Bóg złączył”. A wszystko dlatego, że Augustyn uważał częste stosunki za żądzę, a nie za wyraz małżeńskiej miłości: „Podczas stosunku człowiek staje się tylko ciałem”.

 

Brytyjska przysięga małżeńska

Na koniec sprawa, która mam nadzieję będzie darem Wielkiej Brytanii dla Kościoła. Byłam zdumiona czytając w Liście do Rodzin (1996) Jana Pawła II cytowaną przez niego przysięgę małżeńską, która pochodzi z Rituale Romanum Ordo Celebrandi Matrimonium:

Biorę ciebie, (...) za żonę – za męża – i ślubuję ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską, oraz że cię nie opuszczę aż do śmierci.

Poza słowami „żona/mąż” jest to przysięga przyjaźni na całe życie. Porównajmy to z naszą przed reformacyjną „Sarum Rite” Zastanawiam się czy papież ją zna?:

Wzywam te osoby obecne tutaj na świadków, że ja, N, biorę ciebie, N, na prawnie poślubioną żonę/męża, aby mieć i trzymać od dnia dzisiejszego przez dobre i złe czasy , w bogactwie i w biedzie, w chorobie i w zdrowiu, kochać i czcić, aż śmierć nas rozłączy. (Poetycki język którym ten stary tekst przysięgi małżeńskiej jest napisany jest prawie nie do przetłumaczenia).

Absolutnie najważniejsze słowa „mieć i trzymać” mówią moim zdaniem wszystko o tym, czym jest małżeństwo – trwającym całe życie związkiem, w którym obiecane są miłość płciowa (mieć) i czułość (trzymać). I to zarówno w złych czasach, jak i w dobrych. A czyż te złe czasy to nie również zwięzła lista czasów, w których poczęcie nie powinno nastąpić? Naturalne planowanie rodziny jest naruszeniem tej przysięgi, ponieważ odmawia parom prawa do wzajemnego posiadania (mieć).

Antykoncepcja jest dobroczynnym wynalazkiem ludzkości, który umożliwia nieprzerwany związek małżeński, kiedy dzieci nie powinny się rodzić.

Mam nadzieje, że odpowiedziałam na oficjalne wypowiedzi otwierające tę pracę. Zamiast tego, by niezmienne nauczanie Kościoła miało być argumentem przeciwko zmianie, jest właśnie argumentem za zmianą, ponieważ nie opiera się na nauce samego Chrystusa w Piśmie Świętym, ale na mylnych poglądach nawróconego cudzołożnika, człowieka, którego nauczanie spowodowało, że przez stulecia setki tysięcy niewinnych aktów płciowych w małżeństwie nazywano grzesznymi.

Zamiast zaakceptować świadectwa małżonków o znaczeniu stosunku płciowego, które same w sobie mogą dostarczyć solidnej podstawy na dozwolenie antykoncepcji w małżeństwie, Paweł VI pozwolił, by jego obawa przed nadużyciem antykoncepcji poza małżeństwem, wpłynęła na osąd, iż należy kontynuować zakaz antykoncepcji dla małżonków. Naturalne planowanie rodziny jest wygodną ucieczką, która została fałszywie podniesiona do godności pobożnego sposobu życia. Jest niesprawiedliwa, ponieważ uwzględnia tylko jeden aspekt fizjologii kobiecej płciowości, ignoruje męską płciowość i ignoruje inne istotne aspekty kobiecości.

Wreszcie, w kontekście nauczania Chrystusa można powiedzieć, że naturalne planowanie rodziny jest atakiem na jedność małżeńską. A w Wielkiej Brytanii stoi w sprzeczności z nasza przysięgą!

Jeszcze ostatnie słowo. W Familiaris Consortio (30) Jan Paweł II mówi:

Dlatego Kościół potępia, jako ciężką obrazę godności ludzkiej i sprawiedliwości, wszystkie te poczynania rządów czy innych organów władzy, które zmierzają do ograniczania w jakikolwiek sposób wolności małżonków w podejmowaniu decyzji co do potomstwa.

Faktycznie jest rzeczą złą mieszanie się władz w prokreacyjny aspekt płciowości. Czy nie można powiedzieć, że jest równie złe dla władzy moralnej zawieszanie prawa do jej jednoczącego aspektu? Jan Paweł II mówi następnie:

Dlatego też, wraz z Ojcami Synodu (1980), uważam za swój obowiązek zwrócić się z usilnym wezwaniem do teologów, aby jednocząc swoje wysiłki we współpracy z hierarchicznym Magisterium, starali się coraz lepiej naświetlać postawy biblijne tej nauki, jej motywacje etyczne i racje personalistyczne.

Kościół musi teraz, zgodnie z prawdą, przyznać, że te motywacje nie istnieją.

Oświadczam to w formie otwartego listu do biskupów Anglii, Walii i Szkocji w nadziei, że potraktują przedstawione tu sprawy jako dowody im zaprezentowane, jakby byli sędziami sądu apelacyjnego. Jeśli przekona ich mój argument, że stosujący antykoncepcję małżonkowie zostali skazani przez ludzki błąd, brak wiedzy o fizjologii, ignorowanie Pisma Świętego i wreszcie, że to, czego się od nas żąda, jest sprzeczne z naszym brytyjskim ślubowaniem małżeńskim, wówczas powinni doprowadzić do ogłoszenia naszej niewinności i do tego, by wreszcie znieść duchowe uwięzienie w poczuciu winy za działania niezbędne w większości małżeństw.

O autorce

ELIZABETH PRICE urodziła się 15 października 1934 roku i kształciła w klasztorze Sacred Heart w Hove. Wyszła za mąż w 1961 roku i ma trzech synów i dwie córki. Stwierdziwszy, że w jej przypadku karmienie piersią zapobiegało zarówno owulacji, jak i menstruacji, wydłużała okresy między pierwszymi czterema ciążami przez przeciąganie karmienia piersią. W tym czasie śledziła debaty o małżeństwie na II Soborze Watykańskim oraz wszelkie dostępne pogłoski o pracy Komisji Papieskiej. Jak wielu innych przeraziła ją Humanae Vitae i ponowienie jej nauczania przez Jana Pawła II, czego ostatnią teologiczną ofiarą jest dr Lavinia Byrne.

Trwające całe życie studia, włączając w to dwuletni kurs duszpasterskiej teologii w latach dziewięćdziesiątych, były poszukiwaniem sposobu rzucenia mostu nad przepaścią miedzy światem, który uważa, że antykoncepcja jest słuszna, a Magisterium Kościoła katolickiego, który sądzi, że stanowi heroiczną i samotną zaporę przeciwko „kulturze śmierci”.

Przełożył Marysia Owsianka



Wijngaards Institute for Catholic ResearchThis website is maintained by the Wijngaards Institute for Catholic Research.

The Institute is known for issuing academic reports and statements on relevant issues in the Church. These have included scholars' declarations on the need of collegiality in the exercise of church authority, on the ethics of using contraceptives in marriage and the urgency of re-instating the sacramental diaconate of women.

Visit also our websites:Women Deacons, The Body is Sacred and Mystery and Beyond.

You are welcome to use our material. However: maintaining this site costs money. We are a Charity and work mainly with volunteers, but we find it difficult to pay our overheads.


Visitors to our website since January 2014.
Pop-up names are online now.



The number is indicative, but incomplete. For full details click on cross icon at bottom right.


Please, support our campaign
for women priests
Join our Women Priests' Mailing List
for occasional newsletters:
Email:
Name:
Surname:
City:
Country:
 
An email will be immediately sent to you
requesting your confirmation.

 

Cytując ten dokument proszę podać jako źródło www.womenpriests.org!